LEX Miejscowe Plany Zagospodarowania Przestrzennego

Zobacz referencje programu od Budimex Nieruchomości Sp. z. o.o.

Zobacz referencje programu od Jacobs Polska Sp. z. o.o.

 

Planuj z planem

13 października 2011 r. w Hotelu Golden Tulip w Warszawie odbyła się premiera nowego systemu informacji Wolters Kluwer Polska – Miejscowe Plany Zagospodarowania Przestrzennego. Jest to narzędzie dla osób pracujących na co dzień z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, uczestniczących w procesie inwestycyjnym na różnych etapach. O nowej publikacji rozmawialiśmy z Wojciechem Zalewskim, rzeczoznawcą majątkowym Biura Obsługi Nieruchomości Zalewscy, użytkownikiem MPZP.

Od jakiego czasu korzysta Pan z LEX-a i od kiedy używa Pan dodatkowego modułu MPZP?

Wojciech Zalewski: Z Serwisu Budowlanego, jako branżowej wersji LEX-a, korzystam już od pięciu, sześciu lat. Natomiast z modułu dotyczącego gospodarki przestrzennej, czyli przede wszystkim planów zagospodarowania, od jego uruchomienia. Wcześniej plany miejscowe były już w LEX-ie. Nie jest więc tak, że moduł MPZP pojawił się znikąd. Plany dostępne były w formie uchwał, w formie tekstowej lub jako załączniki graficzne. W tej chwili są zsynchronizowane z mapami kraju.

Innowacją jest więc synchronizacja z mapą Google?

Tak. I jest to wygodne o tyle, że wpisując miejscowość czy podając namiary na konkretną lokalizację, pojawia się mapa obszaru. Od razu widać, czy plan jest, czy go nie ma. W tym momencie możemy łatwo wejść do zawartości planu oraz zobaczyć załączniki graficzne. Jest to po prostu wygodne. Dane mogłyby, co prawda, ściągać się nieco szybciej, ale częściowo może być to wina prędkości łączy.

A jak Pan ocenia funkcjonalność MPZP?

Jeśli chodzi o wygodę pracy i funkcjonalność, mogę potwierdzić, że jest to program dla mnie przydatny. Zajmuję się wyceną nieruchomości, zarządzaniem nieruchomościami i obsługą inwestycyjną. Cały czas gdzieś poruszam się na styku planu miejscowego i w tej chwili MPZP to jeden z ważniejszych elementów programu, z którego korzystam. LEX – jako oprogramowanie prawne – jest potrzebny. Jednak, o ile w tej chwili są także inne programy, które może są w stanie go zastąpić (chociaż ten jest jednym z dłużej działających na rynku i przez to lepiej rozbudowanym), o tyle nie spotkałem się jeszcze z oprogramowaniem, które w taki kompleksowy sposób załatwiałoby temat zagospodarowania przestrzennego.

Jak Pan podchodzi do wiarygodności aktualizacji informacji, które są zawarte w systemie? Jaka jest gwarancja, że znajdzie Pan dokumenty, które są świeżo uchwalone lub niezmienione, nieznowelizowane?

Trzeba mieć zawsze jakieś zaufanie do wydawcy. Jestem w stanie zweryfikować dane, ale tylko i wyłącznie na podstawie planów, które gdzieś są dostępne, o których wiem, że weszły, i ewentualnie bym to sprawdzał. Ale to nie są zmiany następujące codziennie. To nie dzieje się tak, że plan raptem zostaje zmieniony. Druga sprawa – najpierw plan musi być uchwalony, zatwierdzony uchwałą, a później opublikowany, na co potrzeba czasu. Jednocześnie – jeżeli na bieżąco firma jest w stanie aktualizować przepisy prawa, to w przypadku MPZP jest to to samo, tyle tylko że musi mieć po prostu pokrycie w terenie – na obszarze całego miasta lub kraju – w ściąganiu informacji o planach. Myślę, że z czasem dojdzie do tego, że w LEX-ie będzie kompletna obsługa prawa miejscowego, czyli wszystkiego, co związane z uchwałami rad gmin, miast, powiatów itd. Dziś dostępne są plany zagospodarowania, bo one są potrzebne.

Zapewne to jest wielki atut – czy to LEX-a, czy modułu MPZP, czy Internetu w ogóle, że są systemy, które pozwalają gromadzić informacje w jednym miejscu i nie musimy ich szukać.

Jest jeszcze druga rzecz – i to jest w tym wszystkim najistotniejsze. W LEX-ie mamy przepisy jednolite, a w przypadku planów miejscowych i formy graficznej planów miejscowych dostępna jest od razu uaktualniona informacja graficzna. Czyli jeżeli coś nam się zmienia w terenie, to tych zmian nie musimy dochodzić, sprawdzać, czy akurat w danym miejscu coś się zmieniło, czy w innym, bo już ktoś to zrobił za nas. Mamy gotowy produkt do pobrania. Wiadomo, że firma za to pełnej odpowiedzialności nie weźmie, bo odpowiadać może tylko i wyłącznie ten, kto opublikował daną uchwałę. Ale tak samo jak w LEX-ie. Każdy inny program prawny działa na tej samej zasadzie – aktualizacja czy stan prawny jest na jakiś dzień i wiadomo, że to kompilacja różnych zmian wprowadzonych w międzyczasie.

W module z planami zagospodarowania przestrzennego korzysta Pan tylko z treści uchwał czy również z rysunków?

Kiedy czegoś szukam, zaczynam od rysunku. Tam są odnośniki i wtedy dopiero spokojnie można wejść do treści, prześledzić zmiany, bawić się dalej. Może ktoś ma inny styl pracy – dla mnie tak jest wygodnie.

Ale plan czasami odnosi się w tekście, w treści do rysunku w taki sposób, że nie podaje wymiaru dla linii zabudowy od – powiedzmy – granicy działki, tylko odnosi się do rysunku, wskazując: „zgodnie z rysunkiem”. Kwestią jest wówczas skala mapy i dokładności pomiaru linijką czy np. grubości linii…

Dla mnie ta rzecz jest drugoplanowa, bo nie zajmuję się projektowaniem. Dla mnie to szczegół, który – owszem – ma wpływ na inwestowanie w nieruchomości, ale nie jest już aż tak istotny jak dla architekta, któremu grubość kreski powoduje, że coś się przesuwa o 2 czy 3 metry. Tylko że nie jest to wina programu, ale osób, które tworzą plany miejscowe.

Ale to problem dla architektów. Dlatego pytam, czy Pan też się z tym zetknął?

Jeżeli ktoś ma tego typu zastrzeżenia, powinien mieć zastrzeżenia do siebie czy do swoich kolegów, bo przecież wydawnictwo Wolters Kluwer poprzez oprogramowanie ma nam tylko przenieść odwzorowanie tego, co jest gdzieś tam w dokumentacji…

…urzędowej.

…prawnej gmin. Nie będzie dokładniej lub w wyższej formie niż dokument źródłowy. No i czego oczekiwać więcej? Chyba żeby kiedyś doprowadzono do tego, że plany miejscowe będą robione na mapie cyfrowej, a to już jest zupełnie inna bajka.

Z jakich informacji zawartych w planach zagospodarowania korzysta Pan najczęściej jako zarządca nieruchomościami? Co dla Pana jest najbardziej istotne?

To raczej sprawy związane z inwestowaniem, czyli takie jak linie zabudowy, obłożenie zielenią. Zajmujemy się obsługą budynków wielorodzinnych i jeżeli cokolwiek się planuje, w plan zagospodarowania przestrzennego trzeba zajrzeć. Natomiast dla mnie jako rzeczoznawcy przeznaczenie gruntu będzie generowało największą wartość i tu bez planu kompletnie nie ma pracy.

Czyli ma Pan na myśli moment, kiedy doradzacie klientowi, czy warto dany teren kupić?

Inwestor musi wiedzieć, czy i co będzie mógł zrobić. To podstawowa rzecz. Z planem zagospodarowania mogę mieć wgląd na jakiś duży obszar, widzieć go w całości. To jest najważniejsze – mam ogląd całości, a nie jakiegoś fragmentu. Daje to większe możliwości analizy. Jeżeli to wszystko skompilujemy z mapą terenu, to rzeczywiście widzimy, jakie jest otocznie, widzimy coś na planie i te informacje mamy podane jednocześnie. Odpada nam cała masa mrówczej pracy, którą wcześniej trzeba było wykonać.